Powodów do biegania są tysiące. Jednym z nich jest potrzeba oderwania się od codzienności. Wielu z nas dzięki bieganiu rozwiązuje swoje problemy, wielu wpada na ciekawe pomysły. Bieganie pozwala też marzyć. Nasza wyobraźnia potrafi przy tym zdziałać prawdziwe cuda. A jak wiemy, wszystko zaczyna się od marzeń. Przeczytajcie poniższy artykuł, który być może zainspiruje was do tego, żeby jeszcze dzisiaj pójść pobiegać.

 

SPIS TREŚCI:

1. Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia
2. Od słowa do czynu
3. Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu

Indywidualne plany
dietetyczne i treningowe
-23 kg -23 kg -7 kg -25 kg -7 kg +13 kg -15 kg -23 kg -6 kg -18 kg -10 kg -11 kg już od 39,99 zł za miesiąc

 


1. Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia
Marzymy, aby być kimś znanym, bogatym, umięśnionym czy wybitnie wysportowanym. Marzymy też o dalekich podróżach i wielkiej miłości. Ilu nas jest, tyle wielkich marzeń. Warto postawić sobie pytanie: czy to, o czym marzymy, jest naprawdę nierealne? A co, jeśli klucz do marzeń leży w nas samych? Może warto powtarzać sobie: „Zrobię to”, „Spełnię swoje marzenia”.


Bieganie ma to do siebie, że pozwala nie tylko na tego typu rozważania. Pozwala znaleźć także klucz do realizacji tego, czym zostaniemy natchnieni. Przed 8 laty biegałem samotnie po polnych drogach maleńkiej wsi, z której pochodzę. Zapragnąłem wtedy, aby być kimś takim jak Jeremy Wariner, ówczesny niekwestionowany mistrz świata na 400 metrów. Chciałem biegać równie pięknie jak on (w opinii wielu Wariner jest najładniej biegającym technicznie zawodnikiem).


Od tego momentu wszystko zacząłem podporządkowywać temu, żeby zbliżyć się do jego poziomu. Nie byłem wówczas nikim szczególnym. Biegałem szybko za piłką, ale nic ponad to. Realizację swoich marzeń zacząłem od próby upodobnienia się do Warinera. Starałem się wydłużać swój krok, kupiłem okulary takie jak on i starałem się biegać ze sportowym zacięciem – dokładnie takim samym, jakie rysowało się na twarzy Amerykanina.


2. Od słowa do czynu
Każde moje wyjście na trening wiązało się z coraz większą potrzebą zostania kimś takim jak mój sportowy idol. Punktem zwrotnym była rozmowa z mamą, której jasno zakomunikowałem, że biorę się za treningi, że chcę zdobywać medale i biegać równie szybko. To pragnienie stało się wkrótce moją obsesją. Mieszkałem w małej wsi (600 mieszkańców), nie miałem w pobliżu żadnego stadionu czy nawet kawałka bieżni, nie miałem szans nawet na tak ważną w treningu osobę jak trener.


Wobec beznadziejnej (jak się wydawało) sytuacji nie zrezygnowałem z marzeń. Trenowałem w oparciu o to, co przeczytałem w internecie lub usłyszałem od kolegów. Wykonywałem skipy, robiłem podbiegi, zainwestowałem nawet w sztangę. Pamiętam, że z pomocą taty zrobiłem z desek i gwoździ bloki startowe, które mocowałem do trawy. Mam je do dzisiaj. Problemem był u mnie brak techniki i asekuracji, który w krótkim czasie doprowadził mnie do bolesnej kontuzji – dyskopatii.


Po 2 miesiącach wyłączenia ze sportu wróciłem do niego mądrzejszy o to, co wówczas przeżyłem. Trenowałem od tego czasu lżej, ale mądrzej. Nie zmarnowałem tych miesięcy. Chodziłem na rehabilitację i studiowałem rozmaite artykuły i filmy na temat treningu. Po kolejnych 6 miesiącach treningu wybrałem się z pomocą brata na zawody do Częstochowy. Organizowany był tam bieg na 60 metrów. Co ciekawe, zająłem ex aequo pierwsze miejsce z doświadczonym na tym dystansie zawodnikiem. To był początek mojego jeszcze większego zaangażowania w trening. Bez pomocy trenera!


Sukcesy, jakie potem nadeszły, to najpierw finał mistrzostw województwa, następnie akademickie wicemistrzostwo Śląska, a wkrótce tytuł najszybszego człowieka województwa śląskiego. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zostałem akademickim wicemistrzem kraju, następnie przywiozłem brązowy medal mistrzostw Polski, aż w końcu udało mi się awansować na młodzieżowe mistrzostwa Europy w Ostravie. Fabryka Siły Sklep


Kto wie, czy nie udałoby mi się awansować także na mistrzostwa świata do Korei, gdyby nie pamiętny falstart w eliminacjach na 100 metrów (na stadionie była ulewa, wcześniej za falstart wyrzucili mojego kolegę). Pomimo kontrowersji sędzia pokazał mi czerwoną kartkę. Byłem załamany. Mimo braku motywacji wystartowałem na drugi dzień w eliminacjach na 200 metrów i uzyskałem świetny czas 21,39 sekund, który do dzisiaj jest moim rekordem życiowym. Kto wie, jak by to było.


3. Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu

Nie chcę zanudzać was szczegółami na temat tego, co miało miejsce w mojej karierze lekkoatlety. Na późniejszy brak większych sukcesów wpłynęła jednak na pewno zmiana mojej sytuacji. Zacząłem pracować, zmieniłem studia i niestety zrezygnowałem z samotnych treningów. Zdecydowałem się podjąć współpracę z trenerem i był to prawdopodobnie błąd. W krótkim czasie na skutek dużych obciążeń doprowadziłem się do kontuzji.


Nie porzuciłem jednak marzeń. Odłożyłem je tymczasowo na półkę. W międzyczasie zająłem się tworzeniem swojej strony internetowej (jak się potem okazało, największej lekkoatletycznej strony w Polsce), dokończyłem studia i rozwinąłem swój talent do dziennikarstwa oraz trenowania innych.


Obecnie wciąż jestem w grze. Po dwuletnim rozbracie z profesjonalnymi treningami znowu wróciłem do treningów... na powrót samemu. Kto wie, do czego mnie to doprowadzi? Na podstawie swoich doświadczeń mogę jednak śmiało powiedzieć, że warto walczyć o swoje marzenia. Może wiązać się to z rezygnacją z przyjemności, imprez czy spotkań, a także z przykrościami i kontuzjami – ale satysfakcja z samego podjęcia walki jest nie do przecenienia.


To bieganie było u mnie punktem zwrotnym do podjęcia decyzji o realizacji marzeń, to ono było dla mnie ucieczką od przykrości, jakie spotykały mnie

w życiu i wreszcie – bieganie stało się motywatorem moich działań. Jeśli czytasz ten tekst, a twoje marzenia wybiegają poza sport, to podpowiem ci jeszcze jedno.


Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na biegowej drodze i nigdy nie wiesz, czy naprawdę nie wyzwolisz w sobie energii do realizacji własnych marzeń. Bieganie pozwala myślom płynąć. Dosłownie. Nie wiem, czy to na skutek dotlenienia mózgu, czy wydzielania tzw. endorfin – ale jest w bieganiu coś, co potrafi natchnąć. Jeśli siedzisz przyssany do biurka, to może czas, żeby właśnie teraz to zmienić. Może czas, żeby wybiec swoimi marzeniami

w przyszłość.