Czy możliwe jest, że bieganie stało się najpopularniejszym sportem w Polsce tylko z uwagi na jego prostotę? Skąd bierze się kilkanaście tysięcy uczestników Biegu Niepodległości? Skąd setki biegających w parkach i na ulicach? Wyjaśniamy fenomen biegania w Polsce. Próbujemy też skonfrontować przeszłość z teraźniejszością i wyjaśnić, co pcha Polaków do biegania. 

 

SPIS TREŚCI:

1. Czy bieganie to najtańszy sport?
2. Co daje bieganie?
3. Marsz a bieganie
4. Rola mediów w bieganiu
5. Bieganie a moda

Indywidualne plany
dietetyczne i treningowe
-23 kg -23 kg -7 kg -25 kg -7 kg +13 kg -15 kg -23 kg -6 kg -18 kg -10 kg -11 kg już od 39,99 zł za miesiąc

 

 

1. Czy bieganie to najtańszy sport?

Czy tym, co przyciąga do biegania, jest taniość? Z pewnością jest to jeden z argumentów, jednak na pewno nie decydujący. Znajdą się oczywiście takie osoby, którym do biegania wystarczy cokolwiek. Wybór niezapewniający komfortu może być jednak błędny w kontekście kontuzji. 90% wszystkich biegaczy prędzej czy później sięga do portfela i inwestuje w nowy sprzęt.

 

Spójrzmy, ile faktycznie może kosztować nas bieganie:

– buty do biegania (150–500 zł);
– getry/legginsy długie (40–150 zł);
– getry lub spodenki krótkie (40–150 zł);
– koszulka termoaktywna (50–120 zł);
– bluza biegowa (80–160 zł);
– skarpetki i czapka (50–80 zł).

 

Roczne wydatki na bieganie nie muszą przekraczać 1000 zł. Całe powyższe zestawienie wygląda jednak paradoksalnie, kiedy wspomina się rok 1927 i słynne Biegi Narodowe. Organizowane w Warszawie „narodówki” przyciągały na start nawet 2 tys. ludzi. Uczestnicy tamtych biegów mogli pomarzyć o takich gadżetach jak pulsometr, koszulki termoaktywne czy buty z amortyzacją. Także fizjoterapia była na raczkującym poziomie. Mimo licznych przeszkód ludzie tłumnie gromadzili się wokół sportowych idei.

 

2. Co daje bieganie?

Pokłosiem tego biegowego zapału Polaków było powstanie „lekkoatletycznej drużyny marzeń”, legendarnego już Wunderteamu. Co sprawiało, że blisko 70–80 lat temu bieganie było u nas tak popularne? Obecnie praktycznie nikt nie podejmuje się wyjaśnienia tego zagadnienia. Tymczasem sekret zaangażowania Polaków w biegi tkwi przede wszystkim w psychologii wyzwalania emocji.

 

W tym kontekście warto spojrzeć na statystyki pokazujące, że 85% z nas biega samotnie. Biegając, uciekamy od schematu rozmaitych zależności (od pracy, znajomych, rodziny, komputerów, itd.). Po 1918 i 1945 roku, a więc po odzyskaniu przez nas wolności, Polacy tłumnie ruszyli na zawody organizowane przez związki. Dobrze była prowadzona też polityka sportowa, ale po takich spustoszeniach kadr, jakie wywołały obie wojny, ciężko było osiągnąć sukces. Tymczasem zaledwie 12 lat po najbardziej wyniszczającej kraj wojnie stworzyliśmy jedną z najlepszych lekkoatletycznych drużyn na świecie. Fabryka Siły Sklep

 

To, co obserwowaliśmy po II wojnie światowej, miało też swoje odbicie w wydarzeniach po I wojnie światowej, kiedy to Polacy także masowo ruszyli do organizowanych przez związki sportowe zajęć. Miało to swoje odzwierciedlenie w liczbach. Zarówno po 1918 roku, jak i po 1945 można było dostrzec tysiące zarejestrowanych zawodników. O ogromnym zainteresowaniu sportem świadczy chociażby statystyka dotycząca liczby lekkoatletów. W 1963 roku było ich 36,5 tysiąca, podczas gdy obecnie mamy ich zaledwie 10 tysięcy.

 

3. Marsz a bieganie

Zaraz po II wojnie światowej podjęto się zorganizowania w Polsce marszów rekreacyjnych o patriotycznej nazwie „Maszerujemy Szlakami Zwycięstw”. Już w pierwszym roku ściągnęły one na start pół miliona osób. Ten sukces próbował w 2010 roku powtórzyć Robert Korzeniowski wraz ze swoim cyklem zawodów „Na Rynek Marsz z AIG”. Komercjalizacja zawodów i brak cykliczności sprawiły jednak, że nie udało się powtórzyć powojennego sukcesu.

 

Kiedyś nie było nagród, podczas gdy zwycięzca „Na Rynek Marsz” mógł liczyć na 8 tysięcy złotych. Przed laty ludzie gromadzili się tłumnie wokół sportowych inicjatyw na skutek prężnej organizacji i entuzjastycznego podejścia, jakie zapaliła w nich wolność. Współcześnie nieco brakuje takiego zbiorowego zrywu.

 

4. Rola mediów w bieganiu

Oczywiście obserwujemy duże liczby biegaczy zarówno w parkach, jak i na ulicach. Widać, że do naszego kraju weszła pewna moda na bieganie. To co jednak porywa nas współcześnie, to przede wszystkim silne oddziaływanie mediów. Internet, telewizja i szkoła coraz lepiej oddziałują na społeczeństwo poprzez propagowanie zdrowego stylu życia. Rządzą też niestety pieniądze. Na maratonach w Londynie czy Berlinie można wygrać fortunę. Także w Polsce dla zwycięzcy czeka nagroda będąca równowartością rocznej pensji niejednego pracownika.

 

Sponsorzy inwestują ogromne pieniądze w biegi masowe. Udział w biegu to koszt ok. 40–100 złotych. W pakiecie startowym otrzymujemy jednak termoaktywną koszulkę, kupony rabatowe, izotoniki i inne gadżety. Na mecie czeka na nas piękny, pozłacany medal. Tymczasem w związkowej lekkoatletyce jest czasami ciężko, żeby skompletować finał mistrzostw Polski, a dla tych, którzy załapią się na podium mistrzostw województwa, nie ma nawet medali. Ewidentnie widać, że ludzie wybierają jednak imprezy, w których są pieniądze. Nie przekłada się to na migracje pomiędzy sportem amatorskim a zawodowym.

 

W czasach Wunderteamu obserwowalna była zależność pomiędzy dużą frekwencją na imprezach amatorskich a dużą migracją do sportu zawodowego. Zarówno w jednym, jak i drugim nie było jednak dużych pieniędzy. Obecnie widać ogromną dysproporcję pomiędzy tzw. biegami ulicznymi a zawodowstwem. W profesjonalnym bieganiu na bieżni nie ma praktycznie żadnych pieniędzy, podczas gdy w biegach ulicznych, oprócz wysokich nagród (czasem i samochodu), są także bogate pakiety startowe. Na mecie czeka na każdego medal i darmowy bufet.

 

5. Bieganie a moda

Nie chodzi nam o krytykę takiego stanu rzeczy. Chcemy jednak wskazać różnice między teraźniejszością a przeszłością. Nie da się odtworzyć sukcesów amatorskiej masowości z przeszłości chociażby ze względu na mnogość alternatyw dla spragnionych sportu. Obecnie w Polsce rządzą nie tylko bieganie i piłka nożna, ale także pływanie, sztuki walki, nordic walking i wiele innych. Sport amatorski w znacznym stopniu rozwarstwił się na wiele dyscyplin. Ciężko jest więc wywołać jednokierunkową modę.

 

Mylą się w tym miejscu także ci, którzy uważają, że obecna moda na bieganie swój punkt kulminacyjny ma wciąż przed sobą. Od 2008 roku obserwujemy co prawda wzrost liczby uczestników biegów ulicznych oraz wzrost liczby imprez związanych z bieganiem, ale liczba ogólnie biegających Polaków wcale nie musi rosnąć. Przestrzegali przed tym niektórzy biegowi redaktorzy. Widać to też w tym roku, gdzie pomimo wielu przewidywań, liczba „rozbieganego społeczeństwa” spadła z 36% do 32%. I to niezależnie od tego, że najpopularniejsze biegi uliczne w Polsce pobiły rekordy w liczbie uczestników.

 

Moda ma to do siebie, że przemija, ale zostawia za sobą trwały ślad. Ten ślad w Polsce będzie jeszcze długo odczuwalny. Jednak żeby wywołać u nas kolejne „biegowe tsunami”, potrzeba czegoś więcej. To nie musi być pomysł. To musi być historia, która pociągnie za sobą tłumy.