Ocenia się, że w całej historii naszej planety zamieszkiwało ją blisko 100 miliardów ludzi. Niektórzy urodzili się z niezwykłym darem szybkości, który w procesie treningu doprowadzili do perfekcji. Najszybsi ludzie żyli i żyją pośród nas. W tym artykule chcemy przybliżyć wam sylwetki 10 najszybszych. Kim są, kim byli i co ich wyróżniało, że byli tak potwornie szybcy.

 

SPIS TREŚCI:

1. Jesse Owens – człowiek, który rozwścieczył Hitlera

2. Carl Lewis – najbardziej utytułowany sprinter w historii

3. Michael Johnson – magik na bieżni

4. Jim Hines – pierwszy człowiek, który złamał 10 sekund

5. Maurice Greene – wciąż aktualny rekordzista świata

6. Asafa Powell – 100 razy poniżej 10 sekund

7. Kim Collins – rakieta z Saint Kitts and Nevis

8. Justin Gatlin – powrót syna marnotrawnego

9. Yohan Blake – bestia lekkoatletycznych stadionów

10. Usain Bolt – fenomen największego formatu

Indywidualne plany
dietetyczne i treningowe
-23 kg -23 kg -7 kg -25 kg -7 kg +13 kg -15 kg -23 kg -6 kg -18 kg -10 kg -11 kg już od 39,99 zł za miesiąc

 


1. Jesse Owens – człowiek, który rozwścieczył Hitlera

 

 

Jesse Owens biegał w czasach, kiedy nie stosowano jeszcze pomiaru elektronicznego. Wyniki mierzono na stoper. Ten amerykański zawodnik był jednak najszybszym człowiekiem swojej epoki. 100 metrów pokonywał

w czasie 10,2 sekundy. W 1935 roku przeszedł do historii, ustanawiając

6 rekordów świata w ciągu 45 minut. Dla lekkoatletyki był to szok. Kulminacją jego biegowej historii były jednak cztery złote medale olimpijskie, które wywalczył rok później w Berlinie.

 

Zrobił to na oczach Adolfa Hitlera, głównego gospodarza igrzysk. Owens był czarnoskóry i zaprzeczył lansowanym tezom, że czarni są gorszą rasą. Hitler był wściekły, że 100 tys. wiwatujących ludzi oddało cześć czarnemu superbohaterowi. Amerykanin miał jednak pecha, że żył w czasach rasowej ideologii. Jego sukces nic nie zmienił w jego życiu. Czarnoskórym dał jedynie nadzieję i chwilę dumy, że ich rasa może być w czymś najlepsza.

 

Po powrocie do USA wciąż musiał wchodzić do autobusu tyłem czy siadać

w miejscach przeznaczonych dla czarnych. Dla białych Amerykanów był nikim. Dorabiał, ścigając się z samochodami, motocyklami oraz końmi. Gdyby miał wsparcie, jego talent mógłby rozkwitnąć. Z uwagi na brak środków przedwcześnie zakończył karierę. Zmarł w 1980 roku na raka. Jego wyczyn z Berlina (cztery złota olimpijskie) był nieosiągalny dla żadnego lekkoatlety przez niemal pół wieku. Dopiero 50 lat po Owensie pojawił się człowiek, który mógł zagrozić jego legendzie.

 

2. Carl Lewis – najbardziej utytułowany sprinter w historii

 

  Fabryka Siły Sklep

To właśnie Carl Lewis w 1984 roku powtórzył wyczyn Owensa i w czasie jednych tylko igrzysk zdobył cztery złote medale. W łącznej historii swoich startów zdobył ich aż 9. Do tego był 8-krotnym mistrzem świata. Jest jednym z najbardziej utytułowanych sportowców w historii. Swój rekord na 100 metrów doprowadził do wyniku 9,86 sekundy.

 

Oprócz szybkości, podobnie jak Owens, imponował skocznością. Jego rekord w skoku w dal (8,87 metra) to trzeci wynik w historii tej dyscypliny. Lewis świetnie radził sobie też na parkiecie boiska do koszykówki. W 1984 roku został wybrany w drafcie NBA do drużyny Chicago Bulls. Zrezygnował jednak z kosza na rzecz lekkoatletyki. Zdobywał złoto olimpijskie w czterech kolejnych olimpiadach. Strach pomyśleć, ile straciłaby lekkoatletyka, gdyby Carl wybrał wielkie pieniądze i karierę koszykarza.

 

Lewis miał 188 cm wzrostu i ważył 90 kg. Imponował długimi nogami

i ścięgnami Achillesa. Nie był tak muskularny jak przyszli mistrzowie 100 metrów, ale w swoich czasach był wyjątkowy. W statystyce najszybszych w historii 100 metrów zajmuje dopiero 16 miejsce. Nie oznacza to jednak, że aż od 15 zawodników był wolniejszy (chyba że w ujęciu pojedynczego rekordu). Był w przeciwieństwie do wielu z nich powtarzalny i stać go było na sukcesy na najważniejszych światowych imprezach.

 

3. Michael Johnson – magik na bieżni

Michael Johnson jest czasem porównywany do Michaela Jordana. Podobnie jak on potrafił bowiem czarować na arenach swoimi niezwykłym dokonaniami. Tak było m.in. w 1996 roku, kiedy w biegu na 200 metrów ustanowił fenomenalny rekord świata 19,32 sekundy. Bariera 20 sek. na tym dystansie jest trudno osiągalna dla najlepszych sprinterów.

 

Tymczasem Johnson uzyskał ten rezultat z największą łatwością. 3 lata później wziął się za 400 metrów i także tam zaczarował świat po raz kolejny. Jedno okrążenie pokonał w czasie 43,18 sek. Oznacza to, że każdą setkę pokonywał w czasie 10,80 sek. Imponował prędkością. Aparatura na 120 metrze biegu na 200 metrów łapała mu często wynik 43 km/h. Długo nikt nie mógł zbliżyć się do tej zadziwiającej granicy szybkości. I w sumie do tej bariery prędkości zbliżył się po Johnsonie tylko jeden człowiek.

 

Johnson w okresie swojej kariery ścigał się m.in. z rydwanami. Szkoda, że nie zachował się żaden filmik z tego okresu. Na szczęście uwiecznione zostały jego kosmiczne rekordy. Poniżej pokazujemy niepobity do dzisiaj rekord na 400 metrów:

 

 

4. Jim Hines – pierwszy człowiek, który złamał 10 sekund

James Ray „Jim” Hines ma obecnie już 70 lat. 47 lat temu przeszedł do historii jako pierwszy człowiek, któremu udało się złamać barierę 10 sekund na 100 metrów. Hines dokonał tej sztuki w 1968 roku w Meksyku, kiedy aparaturę pomiarową zatrzymał na kosmicznych 9,95 sekundy. Musiało upłynąć 15 lat, nim jego wyczyn udało się powtórzyć kolejnemu sprinterowi.

 

Hines po najlepszym dla siebie roku 1968 i wywalczeniu dwóch złotych medali olimpijskich ku zdziwieniu wielu osób zamienił uprawianą dyscyplinę sportu na futbol amerykański. Jeszcze w tym samym roku został wybrany do drużyny Miami Dolphins. Jego szybkość nie pomogła mu jednak w osiąganiu sukcesów. W futbolu rozegrał zaledwie dwa sezony, po czym definitywnie wycofał się ze sportu.

 

Lekkoatletyka i futbol nie przyniosły mu dużych pieniędzy. Po 1970 roku skończył ze sportem i zaczął zajmować się m.in. wydobywaniem ropy naftowej.

 

5. Maurice Greene – wciąż aktualny rekordzista świata

Maurice Greene to najszybszy człowiek planety w latach 1997–2001. W tym okresie, począwszy od mistrzostw świata w Atenach, był totalnym dominatorem. W 1999 roku jako pierwszy człowiek złamał kolejną magiczną barierę na 100 metrów, jaką było 9,80 sek. Rok wcześniej dokonał jeszcze bardziej spektakularnego wyczynu, kiedy w Hiszpanii przebiegł halowy dystans 60 metrów w czasie 6,39 sek. Wówczas jako pierwszy sprinter zszedł poniżej 6,4 sekundy.

 

Powyższego rekordu aż do dzisiaj nikt nie potrafi wymazać z historycznych tabel. Czas ucieka, a Maurice wciąż pozostaje niepokonany w tej sztuce. Amerykanin do lekkoatletyki trafił z futbolu amerykańskiego. Do sprintu namówił go starszy brat, który przekonywał Maurice'a, że powinien zrobić coś więcej ze swoją szybkością.

 

Greene pięciokrotnie zdobywał tytuł mistrza świata i dwukrotnie był mistrzem olimpijskim. Granicę 10 sek. złamał przez cały okres swojej kariery aż 53-krotnie.

 

6. Asafa Powell – 100 razy poniżej 10 sekund

 

 

Jamajczyk Asafa Powell pojawił się na światowych bieżniach 4 lata po Greenie i to on wymazał z tabel rekord świata Amerykanina na setkę.

W czerwcu 2005 roku ustanowił nowy rekord świata: 9,77 sekundy. Dwa lata po tym wyśrubował swój rekord do 9,74 sekundy i wtedy po raz pierwszy zaczęto wierzyć, że złamanie 9,7 sek. jest możliwe.

 

Asafa nie szedł wzorem Amerykanów i nie bawił się w futbol amerykański. Do sprintu przyszedł z piłki nożnej, a inspiracją dla niego był jego własny brat, który w 1999 roku dotarł do finału 60 metrów w Maebashi. Jamajczyk jest rekordzistą świata, jeśli chodzi o liczbę biegów zakończonych zejściem poniżej bariery 10 sekund. Oficjalnie mówi się o 104 razach. W trakcie jednego sezonu potrafił złamać 10 sek. aż 15 razy.

 

7. Kim Collins – rakieta z Saint Kitts and Nevis

 

 

Karaibska Wyspa Saint Kitts and Nevis jest mniejsza od Wrocławia. Jej najwybitniejszym przedstawicielem stał się mierzący 180 cm Kim Collins. To dzięki niemu mógł usłyszeć o maleńkiej wyspie cały świat. Kim swój największy sukces osiągnął w 2003 roku, kiedy w Paryżu biegł z pierwszego toru i został mistrzem świata.

 

Uważa się (co ma potwierdzenie w statystykach), że Collins ma najlepsze wyjście z bloku spośród wszystkich gwiazd światowego sprintu. Wychodzi niczym pocisk. Jego rekord na 10 metrów to 1.67 sek. Nie może się do niego zbliżyć nawet aktualny rekordzista świata na setkę Usain Bolt (1,82 sek.). Kim wyjście z bloku opanował do perfekcji. Pierwsze metry finałów zawsze należą do niego.

 

Z uwagi na stosunkowo niski wzrost Kim przegrywa jednak rywalizację na 100 metrów. Jego rekord na tym dystansie to 9,96 sek. Jest jednak coś, co czyni go fenomenem. To długowieczność. Kim ma obecnie prawie 40 lat,

a wciąż jest w czołówce najlepszych sprinterów. W tym roku przebiegł 60 metrów w czasie 6,47 sek. (0,08 sek. od rekordu świata Greena).

 

8. Justin Gatlin – powrót syna marnotrawnego

 

 

Justin Gatlin na światowych salonach znalazł się w 2004 roku, kiedy to

w Atenach sięgnął po tytuł mistrza olimpijskiego na 100 metrów. Zdetronizował tam Maurice'a Greena, osiągając czas 9,85 sek. Wydawało się, że Amerykanin na długo zdominuje biegi krótkie. 22 kwietnia 2006 roku został jednak złapany na dopingu. Z racji, że był to drugi przypadek w jego karierze, groziła mu dożywotnia dyskwalifikacja. Skończyło się na 4 latach kary i wiele osób sądziło, że dla Gatlina będzie oznaczać to odejście od sportu.

 

Gatlin popadł w depresję, sięgnął po alkohol i myślał nawet o samobójstwie. Dzięki pomocy bliskich wyszedł jednak z dołka i postanowił wrócić do biegania. Ku zaskoczeniu wszystkich wrócił silniejszy. „Jestem innym człowiekiem. Te 4 lata zmieniły moje życie” – komentował Gatlin. W tym roku po raz pierwszy od 8 lat zagroził dominacji najszybszego człowieka świata Usaina Bolta. Był najbliżej jego pokonania spośród wszystkich rywali Jamajczyka. W finale mistrzostw świata w Pekinie przegrał z nim o zaledwie 0,01 sekundy.

 

Rekord Gatlina na setkę to 9,74 sek. Amerykanin w 2011 roku zgodził się wystartować w japońskim show, gdzie w jego plecy miał wiać wiatr

z prędkością ponad 20 m/sek. W takich warunkach Gatlin przebiegł 100 metrów w czasie 9,45 sek. Jest to najszybciej udokumentowana setka

w historii. O uznaniu wyniku ze względu na sztuczne warunki nie może być mowy, ale taki wynik padł i stanowi niebywałą ciekawostkę dla fanów lekkoatletyki.

 

9. Yohan Blake – bestia lekkoatletycznych stadionów

 

 

Bestia – tak o Blake'u mówią jego rywale. Nie chodzi tu bynajmniej o jego deklarację jedzenia 17 bananów dziennie, a raczej o nieprzewidywalność.

W 2011 roku Blake przebojem wdarł się na bieżnię, kiedy to w koreańskim Daegu odebrał tytuł mistrza świata niepokonanemu wówczas Usainowi Boltowi (Usain popełnił falstart). Swój rekord na setkę doprowadził do niewiarygodnego poziomu 9,69 sek., co uczynił, biegnąc pod lekko przeciwny wiatr.

 

W 2011 roku tuż po odebraniu Boltowi tytułu mistrzowskiego mało brakowało, a zabrałby mu rekord świata na 200 metrów. W Brukseli Blake przebiegł 200 metrów w czasie 19,26 sek. (0,7 sek. gorzej od rekordu świata). Na długo zapamiętamy wielkie oczy Bolta, który długo nie dowierzał temu, co zobaczył.

 

Nieprzewidywalność Blake'a dała znać o sobie w tym sezonie, który był dla niego najgorszy w całej karierze. Jamajczyka nie było stać nawet na złamanie 10 sekund. Czy wróci? Wielu wróży mu, że zaskoczy w 2016 roku na igrzyskach w Rio de Janeiro. Czy po raz kolejny dokona tam czegoś zaskakującego?

 

10. Usain Bolt – fenomen największego formatu

 

 

Usain Bolt, najszybszy człowiek naszej planety. Ma 196 cm wzrostu i waży 94 kg. Jego prawa noga jest o blisko centymetr krótsza od drugiej, co złożyło się u Jamajczyka na skoliozę kręgosłupa. Bolt potrafił przezwyciężyć jednak wszystkie niedogodności i szturmem wkroczyć do galerii legend światowego sportu.

 

Rekord na 100 metrów Bolt wyśrubował do nieosiągalnej dla nikogo granicy 9,58 sekundy. Do niego należy też rekord na 200 metrów, które pokonał

w magicznym czasie 19,19 sekundy. Jest 11-krotnym mistrzem świata i 6-krotnym mistrzem olimpijskim. W liczbie medali już pokonał inną legendę – Carla Lewisa.

 

W biegu na setkę Bolt potrafi rozpędzić się do prędkości 44,72 km/h. Do pokonania 100 metrów potrzebuje też najmniejszej liczby kroków spośród wszystkich sprinterów. Żeby zdeklasować rywali, potrzebuje niecałych

41 kroków, co oznacza, że jego najdłuższe susy dochodzą do 3 metrów. Zobaczcie, jak robi to na żywo. Zwróćcie uwagę na 80 metr. To tam aparatura zarejestrowała mu prędkość 44,72 km/h.