Do Fabryki Siły trafiłem dzięki Krzychowi Golonce i jego serii „180 dni do Cristiano Ronaldo”. Byłem tak samo szczupły, więc pomyślałem, że skoro on mógł, to ja też. Wcześniejsze próby okazały się nieskuteczne, bo ważniejsze były studia i praca. Dopiero po studiach znalazłem czas, żeby podejść do treningu na serio.
Do zmian zmotywowało mnie to, że całe życie byłem bardzo szczupły i łatwo łapałem kontuzje. Chciałem wzmocnić ciało, zadbać o zdrowie i mieć swoje miejsce, gdzie mogę się zresetować. Gotowałem sam i nawet chwaliłem się tym rodzinie, że bardzo dobrze mi idzie. Trening wchodził łatwo, lubiłem się zmęczyć po pracy. Pomagało mi również trenowanie ze znajomym, bo przez pierwsze miesiące to naprawdę mnie motywowało.
Jak już się za coś biorę, to na serio, nie po łebkach. To moje zacięcie w dążeniu do celu dawało mi ogromną siłę. Coraz częściej słyszę komplementy, zarówno na siłowni, jak i od znajomych. Ludzie dopytują, jak do tego doszedłem, co robiłem, jak jadłem i co suplementuję. Najważniejsze jest jednak to, że zyskałem większą pewność siebie i satysfakcję z tego, co udało mi się osiągnąć.
Osobom, które dopiero zaczynają swoją drogę, radziłbym przede wszystkim trenować naprawdę ciężko, ale z głową. Dbać o sen i dietę, ale nie rozmyślać o każdej kalorii. Do dziś zdarza mi się wplatać fast foody do diety i nie widzę w tym problemu, bo liczy się konsekwencja w dłuższej perspektywie. Najważniejsza jest cierpliwość, bo, jak powiedział kiedyś Mariusz Pudzianowski, „Cierpliwy i kamień ugotuje”.